Lech Poznań - Arka Gdynia (1:1)
Przy szczelnie wypełnionych trybunach Lech rozpoczął mecz z dużą intensywnością i był bliski uradowania kibiców bardzo szybko. Po dwóch minutach Walemark wrzucił piłkę na głowę Mikaela Ishaka, a jego strzał z główki skończył na poprzeczce. Bardzo intensywne pierwsze minuty nie dały jednak gola Lechitom, choć Joel Pereira błysnął w 19. minucie długim rajdem z piłką i podaniem do Ishaka, który został zablokowany.
Arkowcy nie tylko musieli się utrzymać w defensywie, ale jeszcze stracili Pereę z powodu kontuzji po 24 minutach. Dopiero po upływie 31 minut doczekaliśmy się celnego strzału, gdy wrzutka znalazła nogę Antoniego Kozubala. Jędrzej Grobelny bohatersko to zatrzymał. Jeszcze w 43. minucie kotłowało się pod bramką Arki po dwóch rzutach rożnych, ale kolejną próbę Ishaka udało się zatrzymać.
W pierwszej części próba Kozubala okazała się jedyną groźną, za to po zmianie stron zaczęło się od efektownej wymiany ciosów. 25 sekund po wznowieniu Patrik Walemark testował Grobelnego z dystansu. Ten wybił przed siebie, asekurował go obrońca. Za to w 52. minucie rzut rożny Arki dał nieoczekiwane prowadzenie gościom. Dwa zgrania głową wyłożyły piłkę przed nabiegającego Kike Hermoso, który z bliska wpakował piłkę do siatki.
Radość Arki trwała raptem pięć minut, ponieważ pięć minut później z piłką w pole karne wdarł się rosły Ishak. Nie wygrał z obrońcą, ale piłkę przejął wchodzący za nim Luis Palma i wepchnął ją do siatki lekko przy zaskoczonym Grobelnym. Mało tego, Lech powinien był prowadzić w 60. minucie, kiedy Ishak z trzech metrów uderzył mocno obok bramki.
Lepiej mógł też uderzać Palma z lewej flanki w 73. minucie. Ofensywne zmiany trenera Frederiksena nie dawały efektów i ostatnie minuty były wyjątkowo nerwowe. Zwłaszcza biorąc pod uwagę rzut rożny Arki tuż po wejściu w czas doliczony. W 90+6. minucie Yannick Agnero świetną główką testował Grobelnego, z kolei Rusyn mocno obił rękawice Mrozka. Niecelna główka Ishaka zamknęła mecz w 90+9. minucie.

Raków Częstochowa - Korona Kielce (2:0)
Walcząca o utrzymanie w lidze Korona Kielce przyjechała do liczącego na puchary Rakowa Częstochowa i to goście wyglądali nieco lepiej w otwierających fragmentach. Przed upływem 10 minut Simon Gustafson doszedł do niezłej okazji strzeleckiej, tyle że jego próba kompletnie nie miała siły i Kacper Trelowski spokojnie bronił.
Raków odpowiedział uderzeniem Adriano Amorima zablokowanym przez Długosza, który był wyjątkowo aktywny. Problem w tym, że na swoim koncie zapisał tylko żółtą kartkę, a już w 25. minucie musiał zejść z kontuzją. Gospodarze nie byli w stanie stworzyć nic w pierwszej połowie, za to Korona napierała po upływie półgodziny. Zwieńczeniem był strzał głową Remacle’a, który wyłapał Trelowski. Chwilę później Svetlin został zablokowany i do przerwy nie weszło nic.
Trener Kroczek nie zmienił nikogo, za to wyraźnie powiedział swoim piłkarzom do słuchu: już w 48 minucie stały fragment wprowadził piłkę w pole karne, Repka zgrał na dalszy słupek, a tam Lamine Diaby-Fadiga przewrotką wepchnął piłkę po przekątnej bramki.
Koroniarze mogli odpowiedzieć kilka minut później, ale świetne wgranie Remacle’a z 55. minuty minęło Antonina, którego kiks centymetry przed bramką był trudny do uwierzenia. I okazał się wyjątkowo kosztowny, bowiem Raków przeniósł piłkę pod bramkę Korony. Osaczony przez obronę Diaby-Fadiga odegrał do Marko Bulata, a ten z 16. metra huknął od poprzeczki do siatki, pokonując bezradnego Dziekońskiego.
Na 25 minut przed końcem Tomasz Pieńko powinien był dobić Koronę, wychodząc sam na sam z Dziekońskim. Golkiper wygrał ten pojedynek i goście mogli jeszcze wierzyć. W 74. minucie Pau Resta huknął z granicy pola karnego, lecz zamiast kontaktu posłał piłkę w trybuny.
Zdecydowanie lepiej z podobnej odległości pokazał się Władysław Koczergin, który w 86. minucie posłał piłkę pod poprzeczkę i tylko refleks Dziekońskiego ratował Koronę. Ostatecznie golkiper skapitulował po raz trzeci, gdy Jean Carlos Silva dośrodkował wysoko przed bramkę, a Patryk Makuch pogrążył Kielczan. Ostatecznie to trafienie nie zostało uznane, ponieważ Brazylijczyk spalił przy budowie akcji.

