Arsenal był niepokonany w tej edycji Ligi Mistrzów, ale Sporting pozostawał nie do ruszenia na własnym stadionie, gdzie podejmował angielskich faworytów w pierwszym meczu ćwierćfinału. W deszczowej Lizbonie obie ekipy zdawały sobie sprawę, że dwumecz to maraton, nie sprint.
Sprawdź szczegóły meczu Sporting – Arsenal

Mistrzowie Portugalii jako pierwsi pokazali swoje możliwości ofensywne, gdy po pięciu minutach Maximiliano Araujo urwał się na lewej flance, zszedł do długiej piłki i przed bramką uderzył mocno… w poprzeczkę! Defensywa Arsenalu mogła odetchnąć, ale tylko na chwilę: w 10. minucie Catamo doszedł do próby po prawej stronie bramki gości i Raya zatrzymał strzał idący pod bliższy słupek.
Obiecujący start „Lwów” wkrótce ustąpił miejsca kontroli przejmowanej stopniowo przez faworytów z Anglii. Gdy w 15. minucie Noni Madueke z rożnego trafił w poprzeczkę, mógł tylko żałować, że nikt nie dobił piłki w polu.
Chociaż gra wydawała się już toczyć pod dyktando angielskich faworytów, to bez konkretnych korzyści. Dopiero w 43. minucie Martin Odegaard z dystansu oddał celny strzał dla Arsenalu, jednak uderzał prawą nogą i Rui Silva spokojnie wybronił. Na przerwę obie drużyny schodziły przede wszystkim w poczuciu satysfakcji z neutralizacji ofensywy rywali.
Po zachowawczej pierwszej odsłonie zwłaszcza Arsenal miał sporo do poprawy. Londyńczycy byli groźni głównie ze stałych fragmentów, jak rzut wolny z 53. minuty, gdy Odegaard szukał miejsca pod poprzeczką, a Silva na wszelki wypadek wybił.
Z kolei Sporting mógł ukąsić w 57. minucie. Wtedy uwolniony po lewej stronie Araujo świetnie wycofał do Trincao w polu karnym, który powinien był lepiej uderzyć. Za słabo i niecelnie – piłka wyturlała się obok słupka. Wreszcie piłka ugrzęzła w siarce po godzinie! Martin Zubimendi pięknie uderzył zza pola karnego. Estadio Alvalade ucichło… na moment, bowiem podający Gyokeres wyraźnie spalił i drugie zero wróciło na tablicę wyników.
Fani Sportingu najpierw odetchnęli, a potem zaczęli nabierać apetytu na więcej. W 83. minucie David Raya ratował Arsenal przed porażką po uderzeniu Catamo. Ten sam piłkarz testował Hiszpana w 87. minucie i presja mistrzów Portugalii wydawała się być o włos od efektu bramkowego.
Tymczasem podopieczni Mikela Artety pokazali wyrachowanie wielkich mistrzów: przetrwali napór dzięki świetnemu bramkarzowi, a tuż po upływie 90. minuty zadali zwycięski cios. Wprowadzony za obolałego Trossarda Gabriel Martinelli górną piłką znalazł wchodzącego między obrońców Kaia Havertza, który lekkim strzałem pokonał Silvę i zapewnił wygraną Arsenalu. Alvalade podbite, cel przed rewanżem wykonany.

