Końcowy rezultat spotkania w PPG Paints Arena, które obserwowało 18 370 widzów, może być nieco mylący, gdyż długimi fragmentami miejscowi mieli wyraźną przewagę i wysoko prowadzili.
Po trafieniach Anthony’ego Manthy i Noela Acciariego gospodarze już w siódmej minucie prowadzili 2:0. W 33. minucie, w zamieszaniu podbramkowym tuż po zakończeniu okresu liczebnej przewagi, Mantha ponownie umieścił krążek w siatce i podwyższył przewagę Penguins.
Goście pod koniec drugiej tercji odpowiedzieli golem Alexisa Lafreniere’a, ale początek ostatniej odsłony był imponujący w wykonaniu ekipy z Pittsburgha. Po upływie 80 sekund szwedzki napastnik Rickard Rakell w przewadze podwyższył na 4:1, a 20 sekund później swoją drugą bramkę w meczu zdobył Acciari.
Wynik 5:1 utrzymał się do połowy tercji, a w ostatnich nieco ponad 10 minutach kibice zobaczyli jeszcze pięć goli. Nowojorczycy zbliżyli się na dwa trafienia, a że nie mieli nic to stracenia, to jeszcze wycofali bramkarza.
Zostali za to skarceni przez 18-letniego Benjamina Kindela i zrobiło się 6:3, ale Rangers nie rezygnowali. 11 sekund przed ostatnią syreną tablica wyników ponownie pokazywała tylko jedną bramkę straty, m.in. dzięki drugiemu tego dnia golowi Lafreniere’a, ale doprowadzić do remisu już się im nie udało.
"Oczywiście są rzeczy, które nie powinny się zdarzyć i musimy pewne elemnty poprawić, ale zdecydowanie więcej było pozytywów, a największy, że wygraliśmy" – skomentował trener Penguins Dan Muse.
Z kolei opiekun Rangers Mike Sullivan, który w latach 2016-2017 dwukrotnie z rzędu wywalczył Puchar Stanleya z "Pingwinami", podkreślił ambicję swoich zawodników.
"Jestem z nich dumny, bo walczyli do końca. W trzeciej tercji potrafili strzelić gola nawet w osłabieniu. Ale z drugiej strony zbyt dużo kar sprawiło, że nie mogliśmy odwrócić losów pojedynku. Momentami brakowało dyscypliny" - zaznaczył Sullivan.
„Pingwiny” z dorobkiem 67 punktów plasują się na drugiej pozycji w Dywizji Metropolitalnej i piątej w Konferencji Wschodniej. Rangersi zamykają oba zestawienia z 50 pkt.
Na czele tej połówki rozgrywek są z 72 „oczkami” hokeiści Tampa Bay Lightning i Carolina Hurricanes. Ci drudzy w sobotę ulegli w Waszyngtonie drużynie Capitals 3:4 po dogrywce, choć do 37. minuty prowadzili 3:0.
Na Zachodzie i w całej lidze dominują Colorado Avalanche - 81 pkt. Zespół z Denver pokonał w sobotę na wyjeździe Detroit Red Wings 5:0, m.in. dzięki dwóm golom Nathana MacKinnona, który zaliczył też jedną asystę.
30-letni napastnik ma 91 punktów - za 40 bramek oraz 51 asyst, co daje mu drugą pozycję w punktacji kanadyjskiej ligi. Prowadzi Connor McDavid z Edmonton Oilers - 95 (34+61).
Rozgrywki NHL toczyć się będą do czwartku, po czym nastąpi 20-dniowa przerwa ze względu na udział zawodników z tej ligi w turnieju olimpijskim w Mediolanie.
