Po pierwszych zawodach European Tour Krzysztof Ratajski trafił na Shane’a McGuirka w drugim turnieju tej rangi, w niemieckiej Getyndze. Irlandczyk potwierdził, jak niewygodnym może być rywalem, zaliczając 180 już przy pierwszym podejściu. Ratajski utrzymał jednak koncentrację i obronił leg, schodząc ze 130.
Gdy obaj zaliczyli poważne pomyłki w drugim, Polish Eagle ze spokojem podwoił prowadzenie. Imponujący na podwójnych, Ratajski w dwóch kolejnych legach notował maksa i udało mu się objąć prowadzenie 3:0. Dopiero czwarta partia padła jego łupem, ale otwarcie konta nie podniosło jego morale.
Przy próbach ataku mylił się i widać było, że nie może nadszarpnąć pewności siebie Polaka. Kolejny leg był nierówny po obu stronach, tyle że Ratajski trzymał chłodną głowę i odjechał na 5:1. Nawet maks w siódmym legu nie wywołał entuzjazmu u Irlandczyka. Nieoczekiwanie z pomocą przyszedł Polak, który nie był w stanie domknąć w żadnym z trzech podejść i podłączył McGuirka do prądu.
30-latek nie tylko zgarnął drugiego lega, ale też wykorzystał trudniejszy moment Polaka na ostatnich rzutach i wrócił na 5:3. Konieczna okazała się nie tylko dziewiąta, ale i dziesiąta partia, którą McGuirk zaczął od maksa i wydawał się zmierzać w kierunku 11 legów. Znów na finiszu Ratajski nie wykonał planu, ale jeszcze mocniej pomylił się rywal i Polish Eagle bezbłędnie zszedł z 59, zamykając mecz wygraną 6:4.
Wygrana przyszła zgodnie z planem i - również zgodnie z przewidywaniami - pojawiły się pewne problemy. Wynikały jednak bardziej z pośpiechu Polaka niż poziomu przeciwnika. Na takie nerwy nie można pozwolić sobie w drugiej rundzie, w której rywalem będzie rozstawiony z dwójką Gian van Veen.
